sobota, 15 kwietnia 2017

Wyzwanie Minimalistki #4 Podsumowanie


Wyzwanie minimalistki z SIMPLICITE dobiegło końca. Nie powiem, że udało mi się je zrealizować w
100 %, nie zawsze wychodzi tak, jak sobie zaplanujemy. Mimo wszystko jestem zadowolona z efektów: uporządkowałam przestrzeń wokół siebie, pozbyłam się niepotrzebnych przedmiotów, które tylko zaburzały atmosferę:) Mam większą kontrolę nad swoim życiem, postępowałam według planu i sukcesywnie go realizowałam. Jestem dobrej myśli, jest mi łatwiej z pewnymi rzeczami, mając wokół siebie względną harmonię. To było ciekawe doświadczenie, mam nadzieję, że za rok pojawi się ponownie.

Listę moich zadań znajdziecie tutaj .

Co do samych wyzwań, większości z nich nie trzeba wyjaśniać.

Nr 1 Kontroluj wydatki, zapisuj rachunki
Szkoła dzienna, praca i samodzielne utrzymanie samo zmusiło mnie do kontroli wydatków;) Teraz pracując na etacie, niekoniecznie za minimalną pensję, chcę wiedzieć ile wydaję i ile mogę zaoszczędzić. Dlatego skrupulatnie zapisuję i podliczam wydatki, czasem zaskoczy mnie, jak mało wydałam w danym tygodniu. Jeszcze mam wrażenie, że wydaję za dużo, ale dieta bezglutenowa i zdrowe odżywianie niestety nie należą do najtańszych.

Nr 2 Pozbądź się jednej rzeczy, do której masz sentymentalny stosunek.
Moja siostra uszyła mi piękny żakiecik na maturę. Jak się okazało, równie pięknie zafarbował białą bluzkę, którą miałam pod nim. Założyłam go tylko jeden raz, a potem wisiał w szafie przez ponad 2 lata. Ze względu na to, ile pracy poświęciła nad nim moja siostra, trudno było mi się go pozbyć. Już dawno chciałam go wyrzucić, ale trzymałam go przez sentyment. I tak bym go nie założyła, więc już nie zajmuje miejsca w szafie.

Nr 3 Wystaw na sprzedaż rzeczy, których nie potrzebujesz
Coś już nawet udało mi się sprzedać:)

Nr 4 Wstaw na post blog o szyciu i o żakietach
Niestety nie udało mi się wstawić posta o żakietach, ale ten o szyciu jak najbardziej klik. Nie chciałam robić czegoś na siłę, nie mając odpowiednich zdjęć; czasem lepiej się wstrzymać, jeśli nie czuję czegoś w danym momencie.
Za to niespodziewanie powstał inny post, o taniej marce z Rossmanna, która zagościła w mojej kosmetyczce. Zainteresowanych odsyłam tutaj.

Nr 5 Nie przynoś nowych próbek, a najlepiej zużyj te, które masz.
Jako farmaceuta mam ciągły dostęp do próbek kosmetyków. Zawsze chętnie je zbierałam, doszłam do momentu, w którym miałam próbki jeszcze z apteki, w której byłam na praktykach rok temu. Część z nich była przeterminowana, składy niektórych nie przemawiały do mnie, więc sporo po prostu wyrzuciłam. Początkowo miałam koszyczek na próbki, po wstępnej selekcji wymieniłam go na pudełko, a obecnie mój zbiór prezentuje się w ten sposób:


Przez ponad 21 dni nie przyniosłam do domu żadnej próbki. Nauczyłam się jednej rzeczy: jeśli coś jest darmowe, to nie znaczy, że muszę to mieć.

Nr 8,9,16 Zrób porządek w folderze na komputerze, na facebooku, wyczyść telefon.
BARDZO mi to pomogło. Miałam foldery zawalone zbędnymi plikami, teraz wszystko jest uporządkowane i są tam tylko istotne rzeczy. Przejrzałam też masę zdjęć i usunęłam te, które nie budziły żadnych wspomnień i nie przedstawiały niczego ciekawego.
Przejrzałam dokładnie facebooka, unlikowałam? wiele stron, które przestały mnie interesować. Zyskałam przez to czas, którego nie marnuję już na bezmyślnym scrollowaniu tablicy.

Nr 11 Nie jedz po 20:00.
Starałam się, naprawdę się starałam, ale mając nieregularne godziny pracy czasem jest to trudne. Jeśli wracam do domu o 21 i jestem głodna, zdarza mi się wtedy coś zjeść. Nie udało mi się w 100% zrealizować tego zadania, ale przynajmniej kontrolowałam spożywane ilości.

Nr 19 Zrób coś nowego.
Dużo tego nowego zrobiłam:)
Przykładowo, upiekłam pierwszą w życiu karpatkę, w dodatku bez glutenu i wyszła REWELACYJNIE.


Czego nie udało mi się zrobić?

Nr 12 Pójść biegać
Zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Stwierdziłam, że nie warto robić na siłę czegoś, czego nie czuję. A w tych dniach nie miałam potrzeby biegania.
Chciałabym wrócić do regularnych treningów, ale zawsze znajduję wymówkę: za późno, zimno, pada.. Mam nadzieję, że wraz z większą ilością słonecznych dni wrócą moje chęci do biegania.

EDIT: Po napisaniu tego posta poszłam biegać! Okazało się, że moja kondycja nadal ma się dobrze:) I było cudownie <3


Czekam na kolejne wyzwanie, póki co będę na bieżąco kontrolować swoje otoczenie, żeby nie zagracić przestrzeni i nie gromadzić zbędnych rzeczy. Coraz bardziej podobają mi się takie akcje, przybliżają do innych osób, tworzą społeczności, a wzajemna motywacja jest bardzo pomocna w takich momentach. Jeszcze bardziej polubiłam panią Katarzynę z bloga SIMPLICITE, którego regularnie odwiedzam i uważam, że to ogromne szczęście, że na niego trafiłam.

Czy ktoś z Was czyta bloga SIMPLICITE? A może nawet wziął udział w Wyzwaniu Minimalistki? Pochwalcie się w komentarzach:)

Pozdrawiam,
i życzę samych radosnych chwil w związku ze zbliżającymi się Świętami, dużo zdrowia, siły i otwartych umysłów.

sobota, 8 kwietnia 2017

Taniej nie zawsze znaczy gorzej

Przeglądając i sprzątając łazienkowe koszyczki, zauważyłam, że marką, która pojawia się u mnie najczęściej jest rossmannowska Isana. Nigdy nie zastanawiałam się nad nią, z reguły o zakupie decydowała cena. Po przeprowadzce do Poznania i usamodzielnieniu się, zaczęłam rozsądniej dysponować zasobami. Staram się kontrolować wydatki i nie kupować zbędnych rzeczy.
Mam kilka produktów wspomnianej marki, które w zasadzie zasługują na polecenie.


Pianka do golenia z aloesem Sensitive


http://www.rossmann.pl/Produkt/Isana-pianka-do-golenia-z-aloesem-Sensitiv-150-ml,104949,5575
Absolutny bestseller. Jest to produkt, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. W 100% spełnia swoje zadanie: ma być pianką do golenia:) moje wymagania nie są zbyt wysokie, nie chcę podrażnień i pianka ma zapewniać komfort golenia. W tym przypadku- efekt osiągnięty. Jak tylko jest na nią promocja to kupuję opakowanie na zapas. Za cenę poniżej 4 zł nie będę się 2 razy zastanawiać.

Isana krem do ciała nawilżająco-pielęgnujący Chia & Babassuol

http://www.rossmann.pl/Produkt/Isana-krem-do-ciala-nawilzajaco-pielegnacyjny-Chia-Babassuol-500-ml,400747,7023

Również zakupiony w promocyjnej cenie, a duża pojemność tym bardziej satysfakcjonuje. Nie mam wymagającej, atopowej skóry, dlatego jego stopień nawilżania jest dla mnie wystarczający.
Co fajne, nie ma w składzie parafiny, za którą za bardzo nie przepadam. Są różne opinie na jej temat, ja po prostu wolę lżejsze formuły, parafina wydaje mi się być zbyt ciężka.

Dla zainteresowanych podsyłam skład:
Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate Se, Ethylhexyl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Butter, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Theobroma Cacao Seed Butter, Salvia Hispanica Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Panthenol, Sodium Hydroxide, Carbomer, Parfum, Glyceryl Stearate Citrate, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Tocopherol, Alpha_Isomethyl Ionone.

Isana young, krem matujący do skóry mieszanej



Nie ma w składzie wspomnianej wyżej parafiny, co uważam za duży plus. Na twarzy szczególnie szybko zauważam niekorzystny wpływ, niestety zapycha mi pory i to nieraz po jednej aplikacji. Raczej nie stosuję matujących kremów, ten kupiłam wyjątkowo z racji tego, że był na promocji (oczywiście;)) i miał dobre opinie w internecie. Używałam go latem, kiedy chyba każda skóra ma tendencje do przetłuszczania. Ja, z racji swojej pracy, chciałam uniknąć tego efektu lub chociaż przesunąć go w czasie. Krem ten ma zaskakująco dobre działanie, jeśli chodzi o mat. Przedłuża żywotność makijażu, więc polecam szczególnie na ważne okazje. Stosowany raz na jakiś czas krzywdy mi nie zrobił, nie wysuszył skóry, ale mimo wszystko nie zamierzam używać go codziennie, a jedynie wtedy, gdy będę miała przed sobą wyjątkowo długi dzień.


Isana med, szampon do włosów suchych

http://www.rossmann.pl/Produkt/Isana-MED-szampon-do-wlosow-suchych-200-ml,326046,7137


Moją uwagę najpierw przykuła cena (3,29!), a następnie mocznik w składzie. Do tej pory znałam go jedynie z kremów nawilżających, tych sklepowych ale też przepisywanych przez dermatologów na receptę. Więc jego obecność w szamponie nieco mnie zaskoczyła. Skoro mocznik jest dobrze wykorzystywaną substancją nawilżającą w kremach, jak zadziała na włosy? Jestem na początku użytkowania, nie stosuję go też codziennie ze względu na SLS. Póki co nie mam zastrzeżeń. Nie wysusza, dobrze oczyszcza. Czy nawilża? Nie wymagam tego od szamponu, po to są maski:) Fajny produkt, wart przetestowania. Moje włosy ostatnio zaczęły grymasić na lnianą Barwę, więc chyba znalazłam alternatywę:)


Tania marka, jak widać też może mieć dobre produkty. Nie warto zniechęcać się ceną, lepiej sprawdzić skład, poczytać opinie i korzystając z promocji, wypróbować na sobie. Być może trafi nam się perełka.
Co myślicie o marce Isana? Ktoś z was korzysta z produktów tej firmy?

środa, 29 marca 2017

Moja przygoda z szyciem

Wszyscy w moim domu szyją: mama, obie siostry. Zawsze znajdą się u mnie materiały, ubrania do przeszycia, sprzęt krawiecki, Burdy, a maszyna stoi w salonie, gotowa do działania. Mój stosunek do szycia był... różny. Jako mniejsza dziewczynka zdarzało mi się szyć razem z moją siostrą ubranka i inne rzeczy dla naszych lalek. W późniejszym wieku nie czułam potrzeby rozwijania tego typu umiejętności. Co więcej, zarzekałam się, że NIGDY nie będę szyć, bo nie umiem tego robić i w przeciwieństwie do mamy i sióstr nie mam genu szwaczki;)
Co się zmieniło?
Dojrzałam i zaczęłam wyrabiać własne zdanie. Zaczęło mi przeszkadzać, że wszystkie ubrania są takie same, wszyscy tak samo wyglądają, chciałam się wyróżniać. Przeglądając Burdy, trafiałam na coś, co chciałam mieć, jednak nie umiałam tego zrobić. Początkowo robiły to dla mnie mama i siostra. Jednak ile można wymagać od innych? (przede wszystkim czasu) Po przeprowadzce do Poznania zaczęłam jeździć z siostrą do 'jej' hurtowni materiałów, gdzie można znaleźć perełki za 6zł/mb (!) Byłam tam tylko kilka razy i prawie za każdym wracałam z pełną torbą;)
Nie chciałam jednak czekać i wywierać presji na mojej siostrze, która też się obkupiła;) więc czemu ma szyć moje rzeczy, skoro sama ma dużo do zrobienia?
Postanowiłam spróbować swoich sił, zaczynając od koszulek i prostych bluzek. I tak moja szafa zaczęła zapełniać się hand-made'owymi ubraniami:)


Dodam tylko, że nie robię sama wykrojów. Korzystam z gotowych z Burdy. Czasem tylko proste rzeczy robię bez pomocy gazet:)
Chciałam pójść o krok dalej i spróbowałam uszyć pierwszą spódniczkę. Wszyłam zamek nie pytając, jak się to robi i okazało się, że wyszło mi całkiem nieźle. Uwierzyłam w tamtym momencie, że potrafię zrobić coś ładnego.

Przełomowym w moim krawieckim życiu był dzień, gdy podjęłam decyzję o uszyciu żakietu. Jak do tego doszło? Będzie o tym osobny post.

Idąc za ciosem, uszyłam pierwszą w życiu koszulę. Z tego materiału nie można było zrobić nic innego. Efekt: 99% satysfakcji:)



W październiku mój brat brał ślub. Pojawiło się więc pytanie: co na siebie włożyć??
Zajrzałam do szafy i w oczy wpadł mi materiał na kurtkę. Jak widać kurtki z niego nie będzie, ale sukienka wyszła całkiem niezła.
Materiał niestety był fatalny w obróbce, zaciągał się przy jakimkolwiek zahaczeniu; zszywając tył musiałam zamienić elementy na lewą stronę, bo jeden z nich strasznie się podrapał:(



Jedną z ostatnich rzeczy, jaką mogę się pochwalić, jest sukienka. W Burdzie 03/2011 jest to co prawda sukienka ślubna, ale z innego materiału może być na co dzień (no i miałam ograniczoną ilość, of course;p)



Wykrój spodobał mi się na tyle, że powstała jeszcze jedna:)

 


Niesamowite jest to, ilu nowych umiejętności można się nauczyć. A już najlepiej wychodzą mi kryte zamki. Nie wiem jak to robię, ale efekt zadowala nawet moją siostrę (która ma większą wiedzę i zdolności i jest dla mnie autorytetem, jeśli chodzi o krawiectwo).


Choć czasami nie idzie, nie leży, nie układa się, to jest wiele rzeczy, z których jestem dumna. Chcę pochwalić się swoimi „dziełami”, zarazić, już chyba mogę to nazwać pasją, pokazać, co potrafię, a może nawet zainspirować.


wtorek, 21 marca 2017

Wiosenna Metamorfoza czyli Wyzwanie Minimalistki #4!

Jakiś czas temu, przypadkiem trafiłam na blog SIMPLICITE. Od tego momentu czytam każdy post, mam w domu książkę Pani Katarzyny i jestem w trakcie jej czytania (może trafniejszym określeniem będzie doświadczania).

Podziwiam autorkę tego bloga za wiedzę i podejście do życia. Częściowo czuję się także minimalistką, odkąd przeprowadziłam się do Poznania, znacząco ograniczyłam ilość posiadanych przedmiotów. Postanowiłam więc wziąć udział w tegorocznym WYZWANIU MINIMALISTKI. Głównie dlatego, że chcę wyrobić w sobie dobre nawyki, uporządkować moje życie, pozbyć się rzeczy, których nie potrzebuję i nie gromadzić ich; ale też znaleźć harmonię, ćwiczyć silną wolę i być bardziej świadomą osobą.

Początkowo, czytając przykładowe zadania stwierdziłam, że większość mam już zrobioną;) Jednak udało mi się znaleźć moją listę wyzwań. A publiczna deklaracja jest dla mnie dodatkową motywacją.

Wiosenna Metamorfoza czyli Wyzwanie Minimalistki #4!


  1. Kontroluj wydatki, zapisuj rachunki.
  2. Pozbądź się jednej rzeczy, do której masz sentymentalny stosunek.
  3. Wystaw na sprzedaż rzeczy, których nie potrzebujesz.
  4. Wstaw na bloga post o szyciu i żakietach.
  5. Nie przynoś nowych próbek, a najlepiej zużyj te, które masz.
  6. Powiedz coś miłego obcej osobie.
  7. Uszyj bluzę z beżowego materiału.
  8. Zrób porządek w folderze na komputerze (przejrzyj zdjęcia!)
  9. Zrób porządek na facebooku.
  10. Spędź dzień offline.
  11. Nie jedz po 20.
  12. Idź biegać (przypomnij sobie ile przyjemności Ci to dawało)
  13. Zrób torbę na zakupy. Nie kupuj reklamówek!
  14. Przejrzyj krytycznie szufladę z bielizną.
  15. Powiedz siostrze o blogu. Może pomóc mi zrobić zdjęcia:)
  16. Wyczyść telefon.
  17. Napisz do osoby, do której od dawna chciałaś napisać.
  18. Spotkaj się z przyjaciółką.
  19. Zrób coś nowego!
  20. Stwórz lub zaktualizuj swoją listę marzeń.


wtorek, 28 lutego 2017

DIY - malowanie na ubraniach

Lubię unikaty. Lubię się wyróżniać. I tworzyć nowe rzeczy.

Kiedyś wpadłam w internecie na obrazek (może nie do końca obrazek, bardziej napis) i w mojej głowie pojawiła się myśl: ,,Chcę koszulkę z takim napisem”. Trochę to trwało, zanim kupiłam potrzebne sprzęty (tak, całe profesjonalne wyposażenie czyli farbę i pędzelek;D), ale w końcu udało mi się zrobić wymarzoną koszulkę. Niestety już jej nie mam, materiał się zużył, wyciągnął i postanowiłam ją wyrzucić. Ale zamierzam zrobić taką samą ponownie, więc pochwalę się innym razem.

Od tego momentu zainteresowałam się malowaniem na ubraniach. Mój zbiór nie jest jeszcze zbyt okazały, ale wszystko przede mną.

Nie będę się rozpisywać,więc po prostu zapraszam do zapoznania się z moją małą kolekcją:





Niedawno urodził się mój bratanek, nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tej okazji:)



Do następnego!








czwartek, 16 lutego 2017

Ulubiony eyeliner

Mój makijaż oczu ewoluował wielokrotnie, od kreski na dolnej powiece (o zgrozo!), przez smoky eye, aż do kreski eyelinerem, z którą póki co się nie rozstaję. Uwielbiam ten typ makijażu, sposób w jaki podkreśla oko, to coś dla mnie. Maluję się tak od paru ładnych lat.

Pierwszy eyeliner dostałam jako dodatek do bazy pod makijaż firmy Eveline. I muszę przyznać, że jest super!
Przez ten czas zużyłam niezliczoną ilość opakowań, aż strach pomyśleć, ile jeszcze kupię ;D Ale nie mam potrzeby szukania innego, skoro ten był strzałem w 10.





Plusy:
Trwałość, trwałość, trwałość – CAŁY DZIEŃ bez poprawek
Wytrzymuje wszystko: od godzinnego treningu w pełnym słońcu, po leczenie kanałowe zęba. POWAŻNIE.
Mocna, czarna kreska (nakładam 2 warstwy, jedna nie ma aż tak dobrego krycia)
Cena: 11,99. Warto zaopatrzyć się w kilka sztuk na promocji -49% :)
Nie uczula, nie podrażnia
Łatwo się nim operuje, zmywa też się bez problemów zwykłym micelem
Śmiało można w nim płakać, a potem bez obaw pójść na rozmowę o pracę i wypaść na niej dobrze:)
Nie odbija się na powiece, nie opada, nie kruszy się


Minusy:
Wydaje mi się, że trochę za szybko się zużywa, a raczej gęstnieje w opakowaniu. A może to kwestia tego, że używam go codziennie i po prostu się kończy?
Po pewnym czasie pędzelek lekko się niszczy, „rozkłacza” ;P
Może nieco pękać w kącikach, ale tylko po całym aktywnym dniu, albo drzemce;)
W składzie ma niestety parabeny

Zastanawiałam się nad zakupem eyelinera żelowego, ale trochę obawiam się manewrowania pędzelkiem. I tego, jak długo będzie się trzymał.
Malując się tym eyelinerem nie muszę zaglądać co chwilę w lusterko, czy wozić go ze sobą.
W tym przypadku Eveline w 100% spełnia moje oczekiwania, dlatego nie kuszą mnie inne marki. Ale mimo wszystko jestem otwarta na nowości, kiedyś na pewno spróbuję czegoś innego. Póki co, znalazłam swój must have, jeśli chodzi o eyelinery.


czwartek, 2 lutego 2017

Od zera do godziny ciągłego biegu,

czyli jak zacząć biegać.

Prowadzę mniej więcej zdrowy tryb życia. Nie jem chemii, gotowców, a od paru miesięcy też glutenu. A sport odgrywa w tym wszystkim dużą rolę.
Pewnego letniego dnia postanowiłam zacząć biegać. Ale tak na serio, ze znalezionym w internecie planem treningowym. Skłamałabym mówiąc, że trzymałam się go kurczowo i płynnie przechodziłam do następnego kroku. Oj nie. Nic na siłę. Zrozumiałam, że żeby być szczęśliwym człowiekiem, należy słuchać swojego organizmu. Jeśli czułam, że to nie jest mój dzień, odpuszczałam.

Zaczęłam z zerową kondycją. Poważnie. Męczyło mnie przebiegnięcie MINUTY. Po min. 3 treningach w tygodniu przechodziłam na następny etap. Na samą myśl o wydłużeniu dystansu odczuwałam, jakby to ładnie ująć, cholerny niepokój. No bo jak to, jeszcze 5 minut?? Przecież teraz ledwo dałam radę. Ale okazało się, że te 5 minut nie stanowi przeszkody nie do pokonania. Wręcz przeciwnie, było to dla mnie wyzwanie, któremu chciałam sprostać. I zrobiłam to. Z każdym kolejnym etapem.

I tak, po kilku miesiącach treningów, latem w upałach, zimą w mrozach, po 3 kontuzjach (zajechana kostka, potem kolano, a na koniec przewróciłam się jak idiotka na ciemnej ścieżce i trochę to samo kolano skręciłam; ale niezawodny fizjoterapeuta doradził: 'chodzić, chodzić' i tak to rozchodziłam;D), dotarłam do momentu, w którym byłam w stanie przebiec ponad 10 km, czyli godzinę bez żadnej przerwy. Teraz jak to piszę, jestem z siebie niesamowicie dumna. To dla mnie duże osiągnięcie, przede wszystkim progres, jaki wykonałam. To wszystko nie pozostało obojętne dla mojego samopoczucia. Zyskałam wiarę w siebie, zrozumiałam, że ciężka praca przynosi rezultaty i pokochałam bieganie, choć nie sądziłam, że jest to możliwe.

Pokonałam najtrudniejszą barierę, która siedziała w mojej głowie. Po prostu zamieniłam myśli na działanie. I nigdy nie było mi lepiej.

Niby banalne, ale trochę prawdy jest w tym, że wszystko zależy od nas.
Nie bójmy się działać, ryzykować, opuścić strefy komfortu. Jeśli coś nam nie odpowiada, zmieńmy to. Nikt nie zrobi tego za nas.

Do or do not, there is no try.

Znalezione gdzieś w czeluściach internetu

sobota, 28 stycznia 2017

2w1, czyli hit do mycia włosów

Dobry wieczór!


Przedstawię dziś mój absolutny hit do mycia włosów, czyli płyn do higieny intymnej Facelle.
Na początku trochę ostrożnie podchodziłam do tego tematu, bo przecież: myć włosy płynem do higieny intymnej, say whaat? Przechodząc na mycie pozbawione SLS (odczuwam znaczną różnicę, SLS zdecydowanie wysusza mi włosy:/), postanowiłam spróbować tego płynu. Obawiałam się splątanych kosmyków, takich jak przysporzył mi szampon Babydream. A jednak okazało się, że jest to produkt idealny dla mnie!

Przede wszystkim dokładnie oczyszcza włosy, nawet z różnego rodzaju olejów (w razie potrzeby oczyszczam włosy lnianym szamponem Barwa)
Dobrze się pieni mimo braku SLS
Mimo kilkuletniego używania moje włosy nie przyzwyczaiły się do niego i nadal działa dobrze
Nie wysusza, nie przyspiesza przetłuszczania włosów
Łagodny skład (tak myślę;))
Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń!
Najczęściej wybieram Aloe Vera, zapach Sensitive nie przypadł mi do gustu;)
Warto wypatrywać promocji, kosztuje wtedy coś koło 4 zł (jakiś czas temu był tańszy!)
Stosowany zgodnie z przeznaczeniem też jest super, przede wszystkim jest delikatny i nie powoduje podrażnień



Skład
Zużyłam niezliczoną ilość opakowań i nie zamierzam z niego zrezygnować! Mogę śmiało powiedzieć, że nie używałam nigdy lepszego 'szamponu'.

Buźka!

środa, 18 stycznia 2017

Podkład idealny

Na pierwszy ogień przedstawię produkt, który od razu skradł moje serce i zagościł na stałe w mojej kosmetyczce.

Podkład mineralny Anabelle Minerals!

Swoją przygodę z podkładami zaczęłam od Rimmela Stay Matte. Pamiętam, że pierwsze opakowanie starczyło mi na jakieś PÓŁ ROKU, w dodatku spisywał się całkiem nieźle. Nie wiem czy to jego wina, ale pewnego dnia dostałam reakcji alergicznej w okolicy oka, stwierdziłam wtedy, że najwyższy czas zacząć czytać składy.

Moje pierwsze próby znalezienia dobrego podkładu wskazały serię apteczną Pharmaceris. Podczas bezskutecznych prób znalezienia próbek tego kosmetyku, trafiłam na informację o podkładach mineralnych. Skład naturalny, dobre opinie. Nie pamiętam już jak wybrałam Annabelle Minerals. Zamówiłam próbkę, przetestowałam i zrozumiałam, że znalazłam coś dla siebie.

Zużyłam kilka dobrych opakowań, gdy trafiłam na informację o podkładach tej firmy dostępnych stacjonarnie (w końcu!!) w Poznaniu, konkretnie w małym sklepie Mania Minerals. Przemiła pani, która go prowadzi, znalazła dla mnie idealny odcień (natural fairest). Od tego momentu, stałam się stałą klientką. Polecam to miejsce wszystkim, którym zależy na dobrych markach, naturalnych składach i profesjonalnej pomocy.

Za co uwielbiam podkład mineralny Annabelle Minerals?

SKŁAD
długo trzymają się na twarzy (dla mnie jest to jedna z najważniejszych rzeczy, których oczekuję od podkładu); odpowiednio nałożony, + oczywiście trochę pudru (u mnie bambusowy) i makijaż wytrzyma cały dzień, czyli pewnie jakieś 12 h
jest mega wydajny (opakowanie 10 g wystarczy na jakieś 4-5 miesięcy!!)
duża gama kolorystyczna
cenowo też dobrze wyglądają, ok 60 zł za 10 g podkładu
ładne krycie, a w połączeniu z korektorem tej samej firmy- REWELA



Może podkreślać suche skórki, ale wystarczy trzepnąć peeling i po sprawie.


                                                                                                                                                                
                                                       Zdjęcie przed (wiem, moja twarz była wtedy w gorszej formie;p)                                       



Jedna warstwa podkładu

Dwie warstwy (na tym koniec)
Po kilku latach używania podkładu Annabelle Minerals mogę szczerze przyznać, że jest to podkład idealny. Z całego serducha POLECAM:)


Dobrej nocy!

środa, 11 stycznia 2017

Dzień dobry!

O założeniu bloga myślałam już kilka lat temu, jednak nigdy nie zrealizowałam tego pomysłu. W tym roku jest to jeden z moich celów na 2017r. Dzisiejsza data jest szczególna, urodziny mojego bloga będą także moimi urodzinami:D. Można powiedzieć, że to taki prezent dla mnie z tej okazji. Spełnienie marzenia, planu, czy jak inaczej można to nazwać, jest jednym z najlepszych prezentów. Mam nadzieję, że będzie to ciekawa przygoda, miejsce mojego rozwoju i odskocznia od codzienności.

Początkowo planowałam założyć blog stricte kosmetyczny, jednak z czasem szereg moich zainteresowań znacznie się rozszerzył. Zamierzam przedstawiać na nim uszyte przeze mnie ubrania (nie żebym była jakąś wielką krawcową, dopiero się uczę;D), kosmetyki, ale tylko hity godne uwagi. Nikt nie ma chyba ochoty czytać o przeciętniakach, których nie warto kupować. No, może ja nie chcę. Lubię też malować na ubraniach, więc to też czasem się pojawi. Póki co kolekcja moich farb to czarny i żółty, ale mam nadzieję, że kiedyś dorobię się jeszcze kilku kolorów;)

Może też pojawić się trochę prywaty, jeśli natchnie mnie na przemyślenia, które będą nadawały się do podzielenia z innymi. Jeśli komuś tym pomogę, czy zainspiruję, będzie mi bardzo miło. Jeśli nie- trudno.

Jestem podekscytowana tym pomysłem, z mojej strony postaram się być przede wszystkim prawdziwa. Chcę spełniać swoje marzenia i przekonać się, czy prowadzenie bloga jest jednym z nich. Zobaczymy, co się z tego rozwinie. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Czy tam, jak kto woli (czyt. ja), whisky. 

Miłego dnia!