wtorek, 28 lutego 2017

DIY - malowanie na ubraniach

Lubię unikaty. Lubię się wyróżniać. I tworzyć nowe rzeczy.

Kiedyś wpadłam w internecie na obrazek (może nie do końca obrazek, bardziej napis) i w mojej głowie pojawiła się myśl: ,,Chcę koszulkę z takim napisem”. Trochę to trwało, zanim kupiłam potrzebne sprzęty (tak, całe profesjonalne wyposażenie czyli farbę i pędzelek;D), ale w końcu udało mi się zrobić wymarzoną koszulkę. Niestety już jej nie mam, materiał się zużył, wyciągnął i postanowiłam ją wyrzucić. Ale zamierzam zrobić taką samą ponownie, więc pochwalę się innym razem.

Od tego momentu zainteresowałam się malowaniem na ubraniach. Mój zbiór nie jest jeszcze zbyt okazały, ale wszystko przede mną.

Nie będę się rozpisywać,więc po prostu zapraszam do zapoznania się z moją małą kolekcją:





Niedawno urodził się mój bratanek, nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tej okazji:)



Do następnego!








czwartek, 16 lutego 2017

Ulubiony eyeliner

Mój makijaż oczu ewoluował wielokrotnie, od kreski na dolnej powiece (o zgrozo!), przez smoky eye, aż do kreski eyelinerem, z którą póki co się nie rozstaję. Uwielbiam ten typ makijażu, sposób w jaki podkreśla oko, to coś dla mnie. Maluję się tak od paru ładnych lat.

Pierwszy eyeliner dostałam jako dodatek do bazy pod makijaż firmy Eveline. I muszę przyznać, że jest super!
Przez ten czas zużyłam niezliczoną ilość opakowań, aż strach pomyśleć, ile jeszcze kupię ;D Ale nie mam potrzeby szukania innego, skoro ten był strzałem w 10.





Plusy:
Trwałość, trwałość, trwałość – CAŁY DZIEŃ bez poprawek
Wytrzymuje wszystko: od godzinnego treningu w pełnym słońcu, po leczenie kanałowe zęba. POWAŻNIE.
Mocna, czarna kreska (nakładam 2 warstwy, jedna nie ma aż tak dobrego krycia)
Cena: 11,99. Warto zaopatrzyć się w kilka sztuk na promocji -49% :)
Nie uczula, nie podrażnia
Łatwo się nim operuje, zmywa też się bez problemów zwykłym micelem
Śmiało można w nim płakać, a potem bez obaw pójść na rozmowę o pracę i wypaść na niej dobrze:)
Nie odbija się na powiece, nie opada, nie kruszy się


Minusy:
Wydaje mi się, że trochę za szybko się zużywa, a raczej gęstnieje w opakowaniu. A może to kwestia tego, że używam go codziennie i po prostu się kończy?
Po pewnym czasie pędzelek lekko się niszczy, „rozkłacza” ;P
Może nieco pękać w kącikach, ale tylko po całym aktywnym dniu, albo drzemce;)
W składzie ma niestety parabeny

Zastanawiałam się nad zakupem eyelinera żelowego, ale trochę obawiam się manewrowania pędzelkiem. I tego, jak długo będzie się trzymał.
Malując się tym eyelinerem nie muszę zaglądać co chwilę w lusterko, czy wozić go ze sobą.
W tym przypadku Eveline w 100% spełnia moje oczekiwania, dlatego nie kuszą mnie inne marki. Ale mimo wszystko jestem otwarta na nowości, kiedyś na pewno spróbuję czegoś innego. Póki co, znalazłam swój must have, jeśli chodzi o eyelinery.


czwartek, 2 lutego 2017

Od zera do godziny ciągłego biegu,

czyli jak zacząć biegać.

Prowadzę mniej więcej zdrowy tryb życia. Nie jem chemii, gotowców, a od paru miesięcy też glutenu. A sport odgrywa w tym wszystkim dużą rolę.
Pewnego letniego dnia postanowiłam zacząć biegać. Ale tak na serio, ze znalezionym w internecie planem treningowym. Skłamałabym mówiąc, że trzymałam się go kurczowo i płynnie przechodziłam do następnego kroku. Oj nie. Nic na siłę. Zrozumiałam, że żeby być szczęśliwym człowiekiem, należy słuchać swojego organizmu. Jeśli czułam, że to nie jest mój dzień, odpuszczałam.

Zaczęłam z zerową kondycją. Poważnie. Męczyło mnie przebiegnięcie MINUTY. Po min. 3 treningach w tygodniu przechodziłam na następny etap. Na samą myśl o wydłużeniu dystansu odczuwałam, jakby to ładnie ująć, cholerny niepokój. No bo jak to, jeszcze 5 minut?? Przecież teraz ledwo dałam radę. Ale okazało się, że te 5 minut nie stanowi przeszkody nie do pokonania. Wręcz przeciwnie, było to dla mnie wyzwanie, któremu chciałam sprostać. I zrobiłam to. Z każdym kolejnym etapem.

I tak, po kilku miesiącach treningów, latem w upałach, zimą w mrozach, po 3 kontuzjach (zajechana kostka, potem kolano, a na koniec przewróciłam się jak idiotka na ciemnej ścieżce i trochę to samo kolano skręciłam; ale niezawodny fizjoterapeuta doradził: 'chodzić, chodzić' i tak to rozchodziłam;D), dotarłam do momentu, w którym byłam w stanie przebiec ponad 10 km, czyli godzinę bez żadnej przerwy. Teraz jak to piszę, jestem z siebie niesamowicie dumna. To dla mnie duże osiągnięcie, przede wszystkim progres, jaki wykonałam. To wszystko nie pozostało obojętne dla mojego samopoczucia. Zyskałam wiarę w siebie, zrozumiałam, że ciężka praca przynosi rezultaty i pokochałam bieganie, choć nie sądziłam, że jest to możliwe.

Pokonałam najtrudniejszą barierę, która siedziała w mojej głowie. Po prostu zamieniłam myśli na działanie. I nigdy nie było mi lepiej.

Niby banalne, ale trochę prawdy jest w tym, że wszystko zależy od nas.
Nie bójmy się działać, ryzykować, opuścić strefy komfortu. Jeśli coś nam nie odpowiada, zmieńmy to. Nikt nie zrobi tego za nas.

Do or do not, there is no try.

Znalezione gdzieś w czeluściach internetu