środa, 29 marca 2017

Moja przygoda z szyciem

Wszyscy w moim domu szyją: mama, obie siostry. Zawsze znajdą się u mnie materiały, ubrania do przeszycia, sprzęt krawiecki, Burdy, a maszyna stoi w salonie, gotowa do działania. Mój stosunek do szycia był... różny. Jako mniejsza dziewczynka zdarzało mi się szyć razem z moją siostrą ubranka i inne rzeczy dla naszych lalek. W późniejszym wieku nie czułam potrzeby rozwijania tego typu umiejętności. Co więcej, zarzekałam się, że NIGDY nie będę szyć, bo nie umiem tego robić i w przeciwieństwie do mamy i sióstr nie mam genu szwaczki;)
Co się zmieniło?
Dojrzałam i zaczęłam wyrabiać własne zdanie. Zaczęło mi przeszkadzać, że wszystkie ubrania są takie same, wszyscy tak samo wyglądają, chciałam się wyróżniać. Przeglądając Burdy, trafiałam na coś, co chciałam mieć, jednak nie umiałam tego zrobić. Początkowo robiły to dla mnie mama i siostra. Jednak ile można wymagać od innych? (przede wszystkim czasu) Po przeprowadzce do Poznania zaczęłam jeździć z siostrą do 'jej' hurtowni materiałów, gdzie można znaleźć perełki za 6zł/mb (!) Byłam tam tylko kilka razy i prawie za każdym wracałam z pełną torbą;)
Nie chciałam jednak czekać i wywierać presji na mojej siostrze, która też się obkupiła;) więc czemu ma szyć moje rzeczy, skoro sama ma dużo do zrobienia?
Postanowiłam spróbować swoich sił, zaczynając od koszulek i prostych bluzek. I tak moja szafa zaczęła zapełniać się hand-made'owymi ubraniami:)


Dodam tylko, że nie robię sama wykrojów. Korzystam z gotowych z Burdy. Czasem tylko proste rzeczy robię bez pomocy gazet:)
Chciałam pójść o krok dalej i spróbowałam uszyć pierwszą spódniczkę. Wszyłam zamek nie pytając, jak się to robi i okazało się, że wyszło mi całkiem nieźle. Uwierzyłam w tamtym momencie, że potrafię zrobić coś ładnego.

Przełomowym w moim krawieckim życiu był dzień, gdy podjęłam decyzję o uszyciu żakietu. Jak do tego doszło? Będzie o tym osobny post.

Idąc za ciosem, uszyłam pierwszą w życiu koszulę. Z tego materiału nie można było zrobić nic innego. Efekt: 99% satysfakcji:)



W październiku mój brat brał ślub. Pojawiło się więc pytanie: co na siebie włożyć??
Zajrzałam do szafy i w oczy wpadł mi materiał na kurtkę. Jak widać kurtki z niego nie będzie, ale sukienka wyszła całkiem niezła.
Materiał niestety był fatalny w obróbce, zaciągał się przy jakimkolwiek zahaczeniu; zszywając tył musiałam zamienić elementy na lewą stronę, bo jeden z nich strasznie się podrapał:(



Jedną z ostatnich rzeczy, jaką mogę się pochwalić, jest sukienka. W Burdzie 03/2011 jest to co prawda sukienka ślubna, ale z innego materiału może być na co dzień (no i miałam ograniczoną ilość, of course;p)



Wykrój spodobał mi się na tyle, że powstała jeszcze jedna:)

 


Niesamowite jest to, ilu nowych umiejętności można się nauczyć. A już najlepiej wychodzą mi kryte zamki. Nie wiem jak to robię, ale efekt zadowala nawet moją siostrę (która ma większą wiedzę i zdolności i jest dla mnie autorytetem, jeśli chodzi o krawiectwo).


Choć czasami nie idzie, nie leży, nie układa się, to jest wiele rzeczy, z których jestem dumna. Chcę pochwalić się swoimi „dziełami”, zarazić, już chyba mogę to nazwać pasją, pokazać, co potrafię, a może nawet zainspirować.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz